Wspomnień czas, czyli powrót do przeszłości

08:16


W Klubie Polki wzięło nas na wspominki i tym razem w wiosennym projekcie będziemy mówić o naszych pierwszych chwilach na obczyźnie. Kliknij w link i dowiedz się więcej! Na pewno nie pożałujesz. A teraz pozwól, że cofniemy się w czasie o siedem lat, sześć miesięcy i piętnaście dni...

Każdy z nas inaczej wspomina swoje pierwsze momenty za granicą, mając już świadomość, że nie prędko wróci się do ojczyzny. Nigdy mnie to nie przerażało ani nie smuciło, w żadnym razie nie przeszłam żadnego kryzysu po kilku tygodniach/miesiącach/latach we Francji. Z radością i szczęściem opuszczałam Polskę i na pokładzie starego samochodu, z przyczepką z całym dobytkiem i czterema członkami mojej rodziny stwierdziłam, że to będzie zupełnie nowy, fantastyczny rozdział w moim życiu. Nie pomyliłam się.

Nie obyło się bez przygód podczas całej trasy, najbardziej zapamiętałam moment grozy, kiedy na granicy polsko-niemieckiej opona w przyczepce odmówiła posłuszeństwa. Było ciemno, a złapanie gumy to ostatnia rzecz, o jakiej marzyliśmy. Całe szczęście mam zaradnego ojca, który zażegnał kryzys (nie wiem jakim cudem, ale koło zapasowe z samochodu pasowało do przyczepki!). Przejeżdżając przez granicę niemiecko-francuską mój ojciec zaczął śpiewać Marsyliankę - w ten sposób obwieścił nam, że zaczynamy nową przygodę, tym razem na francuskiej ziemi. 

Pod ówczesny mały domek w centrum miasta zajechaliśmy około czwartej nad ranem, pierwszego września 2009 roku. Pamiętam doskonale jak wykończona drogą zgarnęłam jedynie poduszkę i kołdrę, i z trudem otwierając wielkie, niebieskie drzwi dostałam się w końcu do naszego domu. Domu... Teraz miło go wspominamy nazywając kurnikiem - dwa małe pokoje, łazienka i kuchnia tak ciasna, że do teraz zastanawiam się jakim cudem się nie pozabijaliśmy przez ten rok mieszkania w tamtym miejscu. Pięć osób na tak mały metraż to jednak był wyczyn! 

Dopiero w południe, kiedy słońce było już wysoko na niebie mogłam zobaczyć jak wygląda miejsce, w którym zamieszkałam. Domek był niski, białe ściany bardzo raziły moje oczy, zaś pomalowane na wściekłoniebieski framugi drzwi i okien wcale nie pomagały. Wchodziło się do niego przez oszklone drzwi kuchenne prosto na dziedziniec. Na małym placyku przed domkiem mieliśmy kawałek zieleni, przy mieszkaniu obok rosło kilka drzewek. W ogóle nie słyszałam zgiełku miasta, choć mieszkałam w jego centrum! Zamiast tego śpiew ptaków i miauczenie ogromnych, futrzastych kotów. Mimo ciasnoty byłam tak bardzo szczęśliwa, że rodzina w końcu jest w komplecie i nie jesteśmy już w Polsce.

| Parc Floral, Bordeaux 2011 |
Po odespaniu dwóch dni podróży stwierdziliśmy, że wtorkowe popołudnie spędzimy na poznawaniu miasta. Było ciepło i przyjemnie, jakby był środek lata, a nie pierwszy dzień roku szkolnego! Udaliśmy się na Miroir d'eau i Place de la Bourse, zdecydowanie moje ulubione miejsce w mieście.

Chłonęłam to nowe miejsce całym ciałem i już od tamtego momentu wiedziałam, że nigdzie indziej nie będzie mi tak dobrze jak właśnie w Bordeaux. Była tam cała masa ludzi najróżniejszych narodowości, koloru skóry, wyznania... Pierwszy raz zetknęłam się z tyloma kulturami na raz i wbrew obawom, że będę tym przerażona - w tamtym momencie stwierdziłam przy rodzicach, że chcę wiedzieć więcej! Poczułam desperacką potrzebę poznania religii i kultur, które (będąc w Polsce) były mi zupełnie obce. I tak też teraz moimi najlepszymi przyjaciółkami wcale nie są rodowite Francuzki, a najlepiej dogaduję się z obcokrajowcami, którzy tak jak ja znaleźli swoje Eldorado we Francji, w Bordeaux.

| Les quais de Bordeaux, 2012 |
Na Lustrze spędziliśmy kilka dobrych godzin smażąc się w wrześniowym słońcu. Myślałam wtedy o wielu rzeczach - o szkole, o znajomych, o języku, którego nie znam... Ale w ogóle się nie bałam. Zakochałam się w tym mieście już pierwszego dnia pobytu tutaj. A ludzie mówią, że nie istnieje miłość od pierwszego wejrzenia!
Jakby się nad tym głębiej zastanowić - nie wyjechaliśmy z Wadowic, z Polski ze względów politycznych czy ekonomicznych, byłam za mała, żeby myśleć o studiach za granicą. Wyjechaliśmy, żeby rodzina mogła być razem. I dopiero dwa i pół tysiąca kilometrów od rodzinnej miejscowości mogliśmy sprawić, żeby tak było. Nie żałuję niczego.



Niby krótka historyjka, jednak łezka zakręciła mi się w oku. Miło mi się wspomina tamten pierwszy dzień, a nawet pierwszą noc. Ten moment na długo jeszcze zostanie w mojej pamięci, jeśli nie na zawsze.

Teraz, kiedy już dobrnąłeś do końca mojej opowieści serdecznie zapraszam Cię do odkrycia więcej takich historii - w Klubie Polki.
Wpadnij również na stronę bloga na Facebooku, un petit pouce en l'air nie zaszkodzi, a nawet dodatkowo zmotywuje do dalszego pisania!

Pozdrawiam ciepło!


You Might Also Like

10 komentarze

  1. Francja to jedno z państw, które chciałabym odwiedzić. Zdarzyło mi się być przez tydzień w Hiszpanii i podobnie jak u Ciebie, zrodziła się potrzeba poznania kultury, ale także tego, co kształtowało mentalność rodzimych Hiszpanów - poznania odpowiedzi na to, jak zmieniały się ich poglądy, co spowodowało, że dziś (mimo iż dominuje tam katolicyzm) są bardziej otwarci na "nowe" i bardziej tolerancyjni. Niestety cały czas pokutuje w mojej głowie obraz babci-Polki, katoliczki, która utyskuje na Żydów, pedałów, Arabów i innych "ciapatych" :3
    I na koniec, Francja to bardzo ładny kraj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę generalizować, ale ogólnie starsze pokolenie ma problem ze wszystkim co obce i nieznane, z inną kulturą czy religią :) Trzeba po swojemu!

      Francja jest piękna, to prawda <3

      Usuń
  2. Piękna historia :) to niesamowite, że potrafimy się odnaleźc w każdych warunkach, jeśli tylko mamy wsparcie od innych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Dowód na to, że nie liczy się gdzie ale z kim :)

      Usuń
  3. Każda historia jest inna i interesująca, bo prawdziwa. Pięknie napisałaś Twoje wspomnienie i nie dziwię się, że towarzyszyło Ci przy tym wzruszenie.To są wyjątkowe chwile, które zmieniły Twoje życie na nowe. Piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tego wpisu bije taka radość a nawet szczęście. Czuć, że byłaś/jesteś zadowolona. Oby tak dalej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, oby tak właśnie było!

      Usuń
  5. Pięknie opisałaś historię Twoich początków na obczyźnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, że odpisuję dopiero teraz - pięknie Ci dziękuje za miłe słowa <3

      Usuń

“Avec un bon compliment, je peux vivre deux mois.”
- Mark Twain

Cieszę się, że postanowiłeś skomentować ten wpis! Z góry dziękuję za każde miłe słowo i konstruktywną krytykę. Proszę tylko: szanuj innych komentujących. I na bogów - nie reklamuj się! To wcale mnie nie zachęca do kliknięcia.

Pozdrawiam!